Najgorszy aktor/ka:

[b]5. Katie Hol..." />
film i kino

Start       Nowosci filmowe       Premiery       Aktualnosci       Recenzje       Felietony       Filmy       Osoby       Forum       Programy
   Szukaj:
felietony filmowe blank nawigacja, opcje

Podsumowanie roku 2007, część III

Bardzo spóźniona część trzecia:



Najgorszy aktor/ka:

5. Katie Holmes– dziękujemy za palenie
W "Thank you for smoking" tylko jeden element mi nie pasował. Była to rola Katie Holmes. Aktorka o cukierkowo słodkiej urodzie w roli bezuczuciowej dziennikarki za wszelką cenę dążącej do swoich celów nie była tu dobrym rozwiązaniem. Miało wyjść interesujące zestawienie zewnętrznego uroku i ukrytego zła, niestety wyszło nijako i blado.

4. Laura Dern – Inland Empire
"Inland Empire" to w zasadzie film (albo raczej - video-art) bez zalet, więc i po aktorach trudno się czegokolwiek spodziewać - wszyscy zagrali miernie, lub po prostu znośnie. Wszyscy, poza Laurą Dern. Ona wprost wspięła się na wyżyny beznadziejności i dokonała rzeczy pozornie niemożliwej - cały trzygodzinny film zagrała jedną miną, wyrażającą coś pomiędzy strachem a zdziwieniem. Może zorientowała się, że "Inland Empire" już i tak nic nie uratuje? Może zrozumiała, że Lynch permanentnie robi sobie z widza jaja? A może po prostu nie potrafi grać? Nie wiem i wiedzieć nie chcę, ale po trzydziestu minutach oglądania jej twarzy wykrzywionej grymasem w stylu "WTF?", miałem ochotę zabić ludzi siedzących rząd przede mną.

3. Lena Headley – 300
Kolejna "aktoreczka jednej miny". Tym razem nie jest to już jednak zdziwienie, ani strach, a pewność siebie. Headley wypowiada dumnie patetyczne kwestie i marszczy brwi, niczym wredna szefowa podrzędnej firmy. A widz i tak zapamięta jedynie jej sutki falujące w slow motion w scenie seksu z Leonidasem.

2. Orlando Bloom - Piraci z Karaibów: Na krańcu świata
Czyż aktor nie powinien być charyzmatyczny, wyrazisty i przekonujący? Moim skromnym zdaniem - owszem. Bo nawet najbardziej banalną i nijaką rolę bedzie w stanie jakoś wyratować, ożywić. Niestety Twórcy POTC3 do najbardziej bezpłciowej roli obsadzili najbardziej bezpłciowego (dosłownie) mężczyznę(?), który nie wnosi nic do filmu, przeciwnie - coś temu obrazowi odbiera.

1. Paweł Małaszyński – całokształt twórczości
Osobiście nadałbym Małachowi nową ksywkę - "człowiek demolka". Gdzie się nie pojawi, gdzie nie zagra, gdzie chodź na chwilkę nie pokaże się na ekranie - już wiadomo, że dany film będzie leżał i kwiczał. Chyba najbardziej wkurza mnie fakt, że to właśnie Małaszyński zepsuł "Świadka koronnego", czyli pierwszy od czasu kultowych "Psów" Pasikowskiego polski film sensacyjny, który mógł być dobry. Tymczasem okazał się być porażką i to przede wszystkim przez Małacha. Nie ma w nim za grosz naturalności, oryginalności, czegokolwiek za co mógłbym danego aktora polubić. To taki trochę polski odpowiednik Blooma - podobnie bezpłciowy i uwielbiany przez nastolatki. Tylko, że Bloom czasem jakąś scenę dobrze rozegrać potrafi, a Małaszyńskiemu się ta trudna sztuka jeszcze niestety nigdy nie udała. Dobrze, że chociaż w "Katyniu" miał tylko epizod.



Najlepszy/a aktor/ka pierwszoplanowy/a:

5. Jake Gyllenhaal – Zodiak
Choć chyba nigdy nie zapamiętam pisowni jego nazwiska, mam do niego wielki szacunek za to, co pokazał w "Zodiaku". Rola reportera owładniętego chęcią wyjaśnienia tajemniczych morderstw była bardzo wymagająca, tymczasem Gyllenhaal odnalazł się w niej znakomicie. W jego grze jest wszystko to, co być powinno - trochę niepewności, strach, ale i ciekawość, dzięki której przełamuje się własne ograniczenia. Zdecydowanie jedna z najlepszych ról roku.

4. Ulrich Muhe – Życie na podsłuchu
Z rolą metodycznego i bezlitosnego kapitana, który stopniowo przechodzi duchową przemianę, niemiecki aktor uporał się bardzo dobrze, a nie było to zadanie łatwe, tym bardziej, że scenariusz "Życia na podsłuchu" jest momentami niezbyt wiarygodny. Generalnie mam wielki szacunek do aktorów, którzy pokazują na ekranie duchową przemianę granych przez siebie bohaterów. Szczególnie, jeśli robią to z tak wielką klasą, jak Muhe.

3. Aaron Eckhart – Dziękujemy za palenie
Ciężko ostatnimi czasy o dobrą, inteligentną komedię. Większość z nich to głupawe filmy przepełnione słodkimi idiotkami i facetami-cwaniaczkami. "Dziękujemy za palenie" łamie stereotyp współczesnej lekkiej komedii. Film nie byłby jednak tak dobry gdyby nie wspaniała główna rola Aarona Eckharta. Jego urok osobisty, szeroki, snieżnobiały uśmiech i czarujący sposób bycia, w połączeniu z prześmiesznymi kwestiami dają mieszankę wybuchową pozwalającą na naprawdę świetną rozrywkę. Kawał dobrej roboty, Panie Eckhart!

2. Ivana Baquero – Labirynt Fauna
Rola Ofelii była ekstremalnie złożona i trudna - z tym chyba każdy się zgodzi. Tym bardziej niesamowite jest dla mnie, że z taką rolą poradziło sobie dziecko. Ivana Baquero miała zaledwie dwanaście lat, gdy kręcono "Labirynt Fauna" a pomimo to widać, że zrozumiała swoją postać, świetnie się w nią wczuła i perfekcyjnie ogarnęła cały scenariusz. W jej grze nie znalazłem właściwie żadnego zgrzytu, a to ona jest przecież główną bohaterką filmu Del Toro i to ją oglądamy przez cały czas jego trwania. Ta młodziutka aktorka o niesamowitej, delikatnej urodzie uwiodła miliony swoją rolą w "Labiryncie Fauna". Jest w niej jakaś specyficzna energia, jakaś magia, która wspaniale komponuje się z magią dzieła Guillermo del Toro, sprawiąjąc, że "Labirynt Fauna" to prawdziwa uczta dla zmysłów.

1. Kurt Russell – Grindhouse: Death Proof
To chyba najbardziej niesamowity filmowy comeback ostatnich lat. Po rolach w tanich sensacyjniakach i filmach familijnych Russell udowodnił, że potrafi jeszcze zagrać skurwiela - i to jak! Jego Stuntman Mike to postać fascynująca i przerażająca jednocześnie. Tak naprawdę dopiero po kilku seansach zauważa się, jak wiele smaczków zawiera rola Kaskadera i jak doświadczonym aktorem trzeba być, by dobrze ją odegrać. Ja chyba najbardziej lubię scenę, w której Russell odrzuca papierosa, patrzy prosto w kamerę i perfidnie uśmiecha się do widza - mistrzostwo!



Najlepszy/a aktor/ka drugolanowy/a:

5. Timothy Dalton – Hot Fuzz
Kolejny świetny aktor, który pokazał, że ma do siebie dystans i zagrał całkowicie wbrew aktorskiemu emploi. Byłego Bonda mogliśmy w "Hot Fuzz" zobaczyć jako demonicznego szefa supermarketu. Nie była to może rola wymagająca wielkiego kunsztu aktorskiego, ale zapada w pamięć i jest jednym z wielu plusów filmu Wrighta.

4. Robert Downey Jr. – Zodiak
Kolejny aktor z Fincherowskiego "Zodiaka", który zasługuje na uwagę. Downey Jr. naprawdę pokazał klasę jako doświadczony dziennikarz-pijak.

3. Zoe Bell – Grindhouse: Death Proof
Kolejne miejsce w rankingu dla "Death Proofa" i kolejne w pełni zasłużone. Zoe Bell, kaskaderka (między innymi z "Kill Billa") po raz pierwszy miała okazję zagrać dużą rolę w znanym filmie i wczuła się w nią świetnie. Może dlatego, że w gruncie rzeczy gra samą siebie? W każdym razie - najbardziej podobało mi się to, że choć Zoe ma rolę drugoplanową, to i tak udało jej się wykreować postać z charakterem, z którą w dodatku można się utożsamiać. A pościg, podczas którego naprawdę leżała na masce rozpędzonego Dodge'a Challengera, to majstersztyk. Zresztą - za samą scenę z "I'm ok!" to miejsce jej się należy.

2. Vanessa Ferlito – Grindhouse: Death Proof
Tym razem nominacja nie za jazdę na masce i szaleńcze pościgi, a przede wszystkim za... spojrzenie. Ferlito ma w sobie coś, co wyróżnia ją spośród pozostałych Grindhouse Girls, i wydaje mi się, że to właśnie to niesamowite spojrzenie, które rzuca Stuntmanowi Mike'owi podczas rozmowy przed barem. Ogólnie rzecz biorąc, jej postać bardzo odstaje od innych i to o niej najbardziej pamięta się po seansie. No i to ona tańczyła w mojej ulubionej scenie wszechczasów :).

1. Sergi Lopez -Labirynt Fauna
Czego potrzeba by dobrze wykreować postać bezwzględnego kapitana? Jeśli pracuje się z byle jakim aktorem - na pewno ogromnego wysiłku, a by podkreslic jego brutanośc i bezwzględność - wielu krwawych scen oraz soczystych przekleństw padających z jego ust. Jeśli jedak zaangażuję się do tej roli aktora takiego jak Sergi Lopez wystarczy poprosic go o rzucenie zimnego spojrzenia do kamery i.. voila! kapitan-morderca gotowy. Brawa na stojąco dla Pana Lopeza za wywoływanie ciarek na moich plecach i za niezapomnianą scenę końcową.


Najgorsze tłumaczenie tytułu:

Pora wyśmiać translatorskie ekscesy naszych dystrybutorów. Tutaj - podobnie, jak przy cytatach - także powstrzymujemy się od komentarza, bo w sumie nie ma czego komentować, należy natomiast spuścić zasłonę milczenia na głupotę rodzimych tłumaczy. Oto najgorsze (naszym zdaniem oczywiście) tłumaczenia roku:


5. Stranger Than Fiction jako Przypadek Harolda Cricka

4. El Raton Perez jako Stefan Malutki

3. Hannibal Rising jako Hannibal. Po drugiej stronie maski

2. Mein Führer - Die wirklich wahrste Wahrheit über Adolf Hitler jako Adolf H. - Ja wam pokażę!

1. The History Boys jako Męska historia



Czwarta i zarazem ostatnia część pojawi się niebawem.



Grzegorz "Motoduf" Fortuna i Agata Orlikowska


blank
© 2005 - 2010 Filmbox.pl | Partnerzy | Linki | Redakcja | Kontakt | Oswiadczenie | Wspolpraca | Konkurs | Online: 19 online
Mapa strony