Pieśń dobroci A Song of Good (2008)
Scieżki życia prowadzące w krzaki
Diametralna zmiana swego dotychczasowego życia wymaga często wielu poświęceń i bardzo silnej woli. Szczególnie, gdy jesteśmy młodym człowiekiem, dopiero wkraczającym w dorosły świat. Jeśli do tego dołożymy nadużywanie narkotyków i alkoholu oraz naprawdę kiepskie towarzystwo i niesprzyjające jakiejkolwiek inicjatywie najbliższe otoczenie, wtedy jest bardzo ciężko poderwać się do lotu z tego bagna. Przejście przez początek dorosłego życia staje się rozpadliną nie do przeskoczenia dla pozostawionego samemu sobie młodzieńca.
Film opowiada o próbie zmiany swego dotychczasowego życia. Młody chłopak, dla którego do tej pory nie liczyło się nic poza dragami, wódą, łatwymi panienkami i kolesiami staje na krawędzi. Narkotykowy głód popycha go do kradzieży. Wchodzi do domu sąsiadki by coś zakosić - pada na mały telewizorek. Jednak do domu wraca właścicielka i sytuacja się zaognia. Chłopak wdaje się w szarpaninę, a następnie gwałci kobietę. Po tym zajściu nie potrafi wrócić do poprzedniego życia.
Tylko i wyłącznie traumatyczne przeżycie i mocny kręgosłup umożliwia szybkie wyrwanie się z objęć zgubnych nałogów i kiepskiego towarzystwa, które tylko pogrąża w marazmie. Tutaj takim zajściem staje się gwałt. Wyrzuty sumienia, które codziennie go gryzą i wiercą mu dziurę w brzuchu sprawiają, iż chłopak postanawia się zmienić. Stara się poprawić relacje z ojcem, jednak rodzicowi wszystko zwisa, poza sportem i zakładami. Próby zbliżania się spalają na panewce. Staruszkowi jest dobrze tak jak jest i skoro syna wcześniej uznał za nic nie wartego wałkonia to choćby młodzieniec dostał nagrodę Nobla to i tak będzie w oczach ojca utracjuszem. Stara się także pomóc siostrze, która kiepsko ulokowała swe uczucia. Obdarzyła miłością dilera narkotyków, który tylko od czasu do czasu wpada na krótki seksik. Zupełnie zwisa mu i powierza los tej dziewczyny i swego syna. Nie dzieli się dobrami doczesnymi, ani nie obdarza ich ciepłymi uczuciami. Przychodzi tylko wtedy gdy mu się znudzą lalunie oddające się za dragi.
Głównego bohatera otacza totalny marazm i nicość w ludzkim wydaniu. Ludzie, który nie żyją pełnią życia, a tylko zażywają symulatory szczęścia (narkotyki, papierosy, alkohol, przelotny seks). Nawet zawsze silne męskie przyjaźnie tutaj występują tylko ich karykatury. Kumpel jest potrzebny tylko, gdy trzeba coś załatwić a nie by mu pomagać. Gary może liczyć tylko na wyśmianie i szyderstwa w drodze do normalności. Także od strony najbliższych, rodziny nie może oczekiwać na wsparcie i zrozumienie. Ojciec zauważa syna tylko wtedy, gdy jest mu to wygodne, a siostra sama ma wielkie problemy z kierowaniem własną przyszłością. Jedynie siostrzeniec dostrzega w Garym dobrego człowieka, który może go czegoś nauczyć i zastąpić ojca.
Straszliwie wypada brak jakiejkolwiek sensownej perspektywy poprawy bytu. Całe otoczenie uważa naszego bohatera za nic nie warte ścierwo, nawet praca którą podłapuje to nędzna imitacja - szybkożarłodajnia, gdzie panuje psychodeliczny klimat wiecznej szczęśliwości i wspólnoty roztaczanej przez szefa tego przybytku spożywczej rozkoszy.
Smutny i dołujący film, który nie daje żadnych złudzeń. Jeśli samemu zawczasu nie weźmiemy się za siebie to już nikt i nic nam nie pomoże. Ścieżki życia często wiodą nas na manowce, a wybaczenie nie każdemu może być dane. Ciężki żywot mój i twój.
sarna23
|