film i kino

Start       Nowosci filmowe       Premiery       Aktualnosci       Recenzje       Felietony       Filmy       Osoby       Forum       Programy
   Szukaj:
 
Księga ocalenia
0123456789
 ocena: brak (0)
 oceń:
blank Księga ocalenia
The Book of Eli (2010)



Postapokaliptyczna książeczka do nabożeństwa

Zawsze kręciły mnie klimaty postapokaliptyczne. Ze szczególną lubością oglądałem "Mad Maxa", "Krew bohaterów" i dziesiątki innych filmów, które święciły triumfy w erze wideo. Wiele z nich to były okrutnie tandetne badziewia wyglądające jakby były robione w przydomowej szopie. Ostatnio znów motywy postapokaliptycznych wizji przyszłości powróciły do łask w hollywooood. Chyba docenili pieniądze, jakie można zarobić na wszelkich gadżetach związanych z tego typu dziełami kinowymi. Wszkże można pójść w ślady świetnego hitu komputerowego "Fallouta" i podbić rynek pecetów i konsol - czyli kolejne miliony zysku na kontach. Zapewne i takowa myśl przyświecała przy produkcji "Księgi ocalenia", była jeszcze jedna, ale o niej później.

W dalekim świecie przyszłości (choć znowu nie tak dalekim) przez droża i bezdroża podróżuje Eli. Ten samotnik i wolny strzelec (choć szybszy niż przeciętny strzelec) jest posiadaczem tajemniczej księgi... Pewnego dnia trafia do miasteczka. Jak na owe czasy to istna metropolia, rządzona przez tyrana Carnegiego. Burmistrz ów rozsyła po okolicach swych debilowatych i brutalnych pomagierów, gdyż poszukuje księgi, która ma dać władzę nad całą pozostałą przy życiu ludzkością.

Cóz zapowiadał się miły dla oka film o postapokaliptycznej wizji, nie tyle świata co znowu US and A przepełniony akcją. I jeśli chodzi o stronę wizualną to wypada nieźle. Wszędobylskie opuszczone domostwa, jak okiem sięgnąć widoki z widocznymi efektami rozkładu cywilizacji. Zniszczone autostrady, chwiejące się trakcje elektryczne, opuszczone farmy, zniszczone i rdzewiejące wraki na poboczach dróg. A także kolorystyka sprzyjająca całej koncepcji fabuły dziejącej się po zagładzie większości ludzkości. Przeważają ciemne barwy, sepia a także lekkie zakurzenie i prześwietlenie obrazu. I wszystko to można odebrać in plus. Także kolejny element, czyli sceny walk można uznać za atut. Poprowadzone sprawnie i szybko. Naostrzone noże tną jak na dobry sprzęt przystało, pałki, rury i inne bronie obuchowe miażdżą i sponiewierają przeciwników, a broń palna robi siekę z każdego kto próbuje pokazać, że ołowica nie jest chorobą śmiertelną. I w tym momencie zakończę wymienianie plusów. Dlaczego? Bo ich nie ma.

Niedorzeczności. Tak jest ich tu sporo, na niektóre z chęcią człek by przymknął oko, gdyby reszta rekompensowała małe buble. Jednak, gdy tak się nie dzieje pozostaje tylko narzekanie nad straconymi możliwościami - znowu. Oczywiście pojawia się piękna dziewoja, którą trzeba uratować. Znaczy się w sumie to ona sama musi się uratować, lecz potrzebuje do tego pomocy. I właśnie motyw z nią związany tego ratunku to spory kwas, szczególnie jej błyskawiczna przemiana - nie wspominając już o finałowym wyborze dalszej drogi życia. Burmistrz na zadupiu, który potrafi czytać i poszukuje jedynej pozostałej księgi... Skąd on wiedział, że jest jeszcze tylko jedna? Kobieca intuicja mu podpowiedziała? Itd. Tego typu pytań bez odpowiedzi pojawia się z każdą upływającą minutą coraz więcej. Na większość uda się przymknąć oko przyjmując to za drobne nieścisłości.

Bardzo obawiałem się głównego motywu. Wątek poszukiwania jedynego egzemplarza biblii. I dobrze przeczuwałem, bo jest to najdurniejsza część tegoż filmu. Wspomniałem już o absurdzie, iż burmistrz posiada wiedzę o jedynym jeszcze dostępnym egzemplarzu świętej księgi. Ale jeszcze durniej wypada jego szalona chęć uzyskania książki, dzięki której ma mieć władzę nad debilami, których zatrudnia jako chłopców od czarnej roboty. Gdzieś tak w połowie filmu miałem serdecznie dość ciągłego gadania o tajemniczej książce z krzyżem na okładce i jej niejako boskiej mocy. Ten film spokojnie może kandydować do najbardziej katolickiego dzieła roku. Oczywiście jest to takie zamerykanizowane chrześcijaństwo z ich "modlitwami" przed jedzeniem, by po chwili nie podać choćby resztek z talerza potrzebującym. Końcowe elementy nawiązujące do "Kantyczki Leibowitza" nieco poprawiły obraz, jednak poprzedzające to "duchowe" sprawy popsuły mi oglądanie, a nawet wzbudziły kilkukrotnie u mnie śmiech.

Film akcji w realiach sf z "głębokim" motywem religijnym, z niezłą obsadą (skurczybyk Waits tu też się wkręcił), budującymi klimat zdjęciami i sceneriami. Jednak w całość wrzucono zbyt wiele amerykanizacji, plus końcowa finta w fincie, mająca przewrócić obraz całego filmu niewydającą się nazbyt wiarygodna. Nie wspomnę także o niejakiej terminatorowości głównego bohatera, który nie przejawia ludzkich uczuć, kule się go nie imają, walczy z niesłychaną sprawnością w każdych warunkach i każdym sprzętem, a przyświeca mu jeden cel - zabić Sarę Co... nie to nie tu, dotrzeć na zachód (choć każdy wie, że należało się kierować na wschód "przecież tam musi być jakaś cywilizacja"), gdzie świeta księga spełni swe zadanie.

I gdyby nie te z dupy wątki religijności to nawet bym ten film zniósł, a tak muszę go umieścić poniżej średniej. Można obejrzeć, ale lepiej sobie pożyczyć na dvd niż oglądać na dużym ekranie.

sarna23
OCENA: 4
blank
blank recenzja filmu
Postapokaliptyczna książeczka do nabożeństwa sarna23
© 2005 - 2010 Filmbox.pl | Partnerzy | Linki | Redakcja | Kontakt | Oswiadczenie | Wspolpraca | Konkurs | Online: 17 online
Mapa strony