film i kino

Start       Nowosci filmowe       Premiery       Aktualnosci       Recenzje       Felietony       Filmy       Osoby       Forum       Programy
   Szukaj:
 
Faceci w czerni
0123456789
 ocena: brak (0)
 oceń:
blank Faceci w czerni
Men in Black (aka MiB) (1997)



Faceci w czerni - nic dodać, nic ująć

Czarny znów jest w modzie! Dzięki "Men in Black", filmowi Barry'ego Sonnenfelda, ludzie przypomnieli sobie, że nie ma nic bardziej stylowego, niż noszenie garnituru w tym kolorze oraz przeciwsłonecznych okularów (oczywiście, niezależnie od pogody). Czujesz bluesa, bracie? Nie muszę chyba mówić, że taki ubiór najbardziej pasuje do kultowych muzyków i tajnych agentów, zajmujących się problemem migrujących na Ziemię kosmitów, prawda?

To właśnie jest praca J (Will Smith) i K (Tommy Lee Jones) - facetów od brudnej roboty. Gdy jakiś obcy narobi bałaganu, to oni organizują ekipę sprzątającą. Gdy trzeba przyjąć nieoczekiwany poród z uwzględnieniem bliskich kontaktów trzeciego stopnia, to oni robią za położników. Fakt, J się dopiero uczy - jest nowy w tym interesie. Trzeba jednak przyznać, że został zwerbowany w ostatniej chwili, gdyż teraz szykuje się naprawdę ostra jazda! Pewien duży Robak (Vincent D'Onofrio) ukradł Galaktykę - źródło gigantycznych pokładów energii - i przebywa właśnie na Ziemi. Jeśli agenci się nie pośpieszą, to arquilliański statek wojenny zetrze naszą ojczystą planetę z mapy świata, w ramach działań prewencyjnych.

Oryginalność i styl to podstawa "Facetów w czerni". Wyobraźcie sobie futurystyczne gadżety, rodem z "Van Helsinga" oraz "James'a Bonda", podniesione do kwadratu i okraszone świetnymi tekstami (z których część już stała się kultowa) oraz osobliwym poczuciem humoru. Do tego dochodzi idealnie dobrany duet aktorski - Jones plus Smith. Obydwaj zagrali zimnych perfekcjonistów, dla których pożarcie przez gigantycznego karalucha, to chleb powszedni. Warto również zwrócić uwagę na wręcz fenomenalną rolę Vincenta D'Onofrio, który, grając kosmitę w ludzkim ciele, wycisnął z roli co tylko się dało. Był chaotyczny, gwałtowny i całkowicie nieludzki!

Oczywiście, nie może być tak dobrze, by były same plusy. Odbiór "Men in Black" zależy głównie od indywidualnych preferencji każdego widza - osobiście, spotykałem się z dwiema grupami ludzi. Tymi, którzy zakochali się w J i K oraz tymi, którzy owy duet omijali szerokim łukiem i nigdy nie dali się skusić na powtórny seans. Ile ludzi tyle gustów i tego nic nie zmieni - dodam tylko od siebie, że każda powtórka była dla mnie, w tym przypadku, bardzo przyjemna.

Nie można twórcom odmówić jednej rzeczy - gdy już wzięli się za robotę, to zrobili wszystko, co mogli, by efekt końcowy był jak najlepszy. Mimo względnie podeszłego wieku, jak na produkcję science-fiction, film "Faceci w czerni" nie zestarzał się nawet odrobinę. Efekty specjalne zostały tak dopracowane, by nie razić oglądających i w dziesięć lat po premierze. Efekt jest dokładnie taki, jak na przykład w "Terminatorze II" Jamesa Camerona - niezależnie od tego, kiedy się go ogląda - film zawsze wydaje się nowy.

Całość jest podkreślona przez całkiem przyjemną muzykę Danny'ego Elfmana, która, w szczególności na początku, pozwala wczuć się w atmosferę. A warto dać się wchłonąć, gdyż wtedy najłatwiej docenić otaczający wszystko absurd i pewną skromną prawdę o działaniu mniej oficjalnych organizacji rządowych, opowiedzianą z przymrużeniem oka. I pamiętajcie - Elvis nie umarł! On tylko wrócił do domu...

KoZa blank
blank recenzja filmu
Faceci w czerni - nic dodać, nic ująć KoZa
© 2005 - 2010 Filmbox.pl | Partnerzy | Linki | Redakcja | Kontakt | Oswiadczenie | Wspolpraca | Konkurs | Online: 10 online
Mapa strony